Żarówka żarowa czyli nieświerza metafora w nowoczesnej oprawie. 2012-05-03 00:02:06

U braci Grimm, na szczycie marzeń; Ponad Cesarzem; stał - a raczej rezydował -- Papież - pewnie z niewyobrażalną dla nas i niczym nie skrępowaną władzą. Obecnie każdy chciałby urodzić się w Ameryce, ewentualnie udać się tam, najlepiej do pracy, a o ile to mozliwe do Nowego Jorku, gdzie zło nigdy nie daje za wygraną, ale jest li tylko jak dym w lampie dżina, o przepraszam! Jim Beam'a, opróżnianej rutynowo przez urzędnika z jakiegoś ważnego Departamentu. Minęło wiele lat od czasów złotej gęsi, a przed nią było ich jeszcze więcej, aczkolwiek ponad wszelką wątpliwość zmienia się jedynie własćiciel lampy, na co wskazuje zebrany materiał bajkowy, zwany gdzieniegdzie bajecznym lub czterojajecznym od kurczaka, który wykluł się z czterech jaj jednocześnie, w ostatniej chwili zdążywszy przed Big Bongiem, które potrącone chybotało żałośnie, przywiązane do środka swej własnej ciężkości, niczym ci co zapragnęli jej złotego pióra: Na zawsze związani, ku uciesze tłumu.

Hehehe, ale bez sensu.

skomentuj (0)

Na filozofa 2012-03-26 01:42:15

Nieskończoność nie służy,
Fizjonomii człowieka,
Teraz leży wkałuży,
Lecz czy wszechświat zaczeka?

skomentuj (0)

Rozterki małej gazowej cząstki. 2012-03-06 05:10:26

Poczułem się dzisiaj staro. Nie żeby miał na to wpływ wiek wyrażony jakąś liczbą, gdyż kompletnie nie wierzę w taką miarę, może gdyby wszyscy ludzie na ziemi, jak pustynne kamienie leżeli koło siebie smagani tym samym wiatrem i prażeni tym samym słońcem, to wtedy miałaby zastosowanie, ale póki co, nie ma życia w 'czasie', jest martwy i w tym kręgu winien odliczać swój marny los, ale nie o tym miałem pisać! Uprzedmiotowienie człowieka w imię nauki poszło już dużo dalej, niż tylko zliczanie wiosen, a on wdzięcznie odgrywa rolę, sprowadzając swój żywot do zaspakajania li tylko najbardziej podstawowych - by nie rzec prymitywnych - potrzeb, zawoalowanych w mniej lub bardziej wyrafinowaną formę, coś na kształt prostego temostatu w naszpikowanym elektroniką pojeździe. Jak tak dalej pójdzie, to szybko doczekamy się wynalezienia sztucznej inteligencji, bynajmiej nie będącej dziełem geniusza, lecz wiernym odzwierciedleniem stanu faktycznego, jej największą tajemnicą bedzie 2x2, a Bogiem twórca w postaci szarej masy, ale przecież nie o tym miałem pisać! Zamiast spać, oglądam stare teledyski, które snują się jak mityczny statek faraona po Nilu, powoli i monumentalnie, w niczym nie przypominając wszechobecnej błazenady i histerii, z którą stykam się na codzień. W nocy czytam, że Kapuściński podczas wojny boso żebrał na buty, a w dzień słyszę że jak ten komputer się nie włączy na czas, to ktoś tam czegoś nie zrobi, co jest równie ważne jak dodatkowy oddech przed śmiercią - w komorze gazowej.  Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, iż mimo wszystko, mimo milionów argumentów i dowodów, to świat ma rację, a ja po prostu przestałem go rozumieć - zestarzałem się, wypadłem z gry i jestem na aucie o ile wogóle taki stan jest możliwy.


ps.

Pewnie znowu jutro nie pójdę do pracy, na szczęście nie jestem Atlasem.

skomentuj (2)

W wolnym czasie 2012-01-16 05:04:47

"Ktoś kto zrozumie wszystko doświadczy nieśmiertelności"


Załóżmy, iż patrzymy na pojawiające się na ekranie przez ok. 2 s. liczby z zamiarem zapamietania ich polożenia oraz uporządkowania od najmniejszej do największej (gra ze smartfona). Przy 3 cyfrach czas dłuży się nie miłosiernie, natomiast im więcej ich na ekranie, tym te same dwie sekundy wydają się krótsze i krótsze. Abstrahując już od wyniku zabawy, wygląda na to, iż immanentne poczucie czasu odmierzanego w jakichś jednostkach współczesnej fizyki nie istnieje - przynajmniej u mnie - gdyż gdyby było, to owo złudzenie nie miałoby racji bytu. Najwyraźniej umysł podczas pracy - podobnież do procesora komputerowego, ale nie tak samo - odcina się od danych płynących z czujników zwenętrznych by wykonać zaplanowane zadanie. Jeżeli nie ukończy obliczeń przed wzmiankowanymi 2 sekundami, operacja zostaje przerwana, a owo subiektywne wrażenie równa się procentowi wykonanego zadania.
Dla
przykładu program na podstawie danych z czujników nakazuje procesorowi wykonać 100 000 powtórzeń w jakiejś pętli, a on w zadanym odcinku 2 s. robi ich 50 000. W tym momencie następuje 'break', i 2 sekundy kurczą się do 1. Jeśli operacji do wykonania byłoby 1 000 000, 2 sekundy trwałyby 1/10 sekundy, czyli dostajemy jakby odczyt wewnętrznego zegara, pokazującego ilość wykonanej pracy (aby w przyszłości lepiej planować), a ludzki czas może być mierzony jedynie na podsawie odczytów z czujników zewnętrznych, na które przychodzi pora dopiero po wykonaniu zadania.
Podsumowując, im więcej procesor ma do przeliczania, tym ten sam odcinek tak zwanego ludzkiego czasu wydaje mu się krótszy: W dzieciństwie procesor działa niesłychanie szybko, stąd poczucie rozwlekłości i dłużenia się czasu, - jak byłem mały każdy rok wydawał mi się wiecznością a perspektywa dekady była czymś wręcz niewyobrażalnym, -wiem też, że na starość niektórym ludziom wydaje się, iż pędzi on w zawrotnym tempie, co tak naprawdę wynika tylko z wolniejszej pracy porcesora przy dużej ilości zaplanowanych zadań. Ekstrapolując to na życie ludzkie, im więcej zadań wymagających czasu procesora, które nie mogą zostać wykonane w zaplanowanym czasie, co dzieje się regularnie przy tak zwanym 'napietym grafiku", tym szybciej ono mija, a im mniej tym bardziej się dłuży. Zgadza się to z moją koncepcją czasu jako ilosci zmian, a także wschodnikmi opisami 'bezczasowej' nirwany, kiedy to procesor po prostu nie pracuje. Kwestią niezbadaną zostaje, jaki ma wpływ jego działanie lub niedziałanie na resztę organizmu, czy jego prędkość zależy tylko od ilości dostarczanej energii oraz gdzie siedzi duch
, bo napewno nie w maszynie.

skomentuj (0)

czas postu 2012-01-11 00:39:39

'margin call' na przystawkę, w międzyczasie butelka lub dwie 'curreny wars', ale najlepsze na deser 'puss in boots' - ach cóż za rozkosz dla oka i umysłu, powiew geniuszu w czasach płytkiej tandety, chyba wyhaftuję sobie złotą gęś na mej czarnej czapce.

skomentuj (0)

who is the fuck a true genius? 2012-01-09 00:39:28

 Geniusz zła, profesor M. pokonany, przez geniusza dobra z ulicy B., na marginesie chciabym zauważyć,  iż kino w którym byłem wybudowano nad sadzawką lub jeziorkiem, kto wie jaką tajemnicę ono kryje, na pewno gdy Pan przyjeżdza na prowincję i rzuca dziesięć goldziaków, to nie brakuje chętnych by wyczyścić mu buty, a Oni tylko dostrczają pastę, szczotki i taborety. 

 

p.s.

 Ponieważ dziś grała orkierstra, to w ramch świątecznej pomocy, powiem, iż było to z cyklu "Pokręcone recenzje filmowe" - jakakolwiek  zbieżność z czymkolwiek zupełnie przypadkowa. 

skomentuj (0)

Czy karp może być pyszny skoro ma dużo ości? 2011-12-25 18:18:06

"Wielu jest powołanych, niewielu wybranych" głosi ponoć pismo i aby nie wnikać w słuszność lub prawdziwość tej sentencji oraz nie dociekać natury pisma - bynajmniej nie z powodu iżby miało to być nieinteresujace - proponuję zastanowić się nad oddźwiękiem, nad refkejsją, która przychodzi na myśl, gdy się ją przeczyta, poczuje lub zapozna w jakikolwiek inny sposób. Mnie na przykład od zawsze wydawało się, że należę do tych drugich, że jestem wybrańcem, z czasem zaczął jednak doskwierać brak dziedziny w której móglbym to jakoś namacalnie potwierdzić, co zrodziło sceptycyzm. Uniknąwszy zachłyśniecia się nim, a wiedzieć należy, iż nie bez przyczyny, uważany jest za niezwykle niebezpieczny, gdyż napętnowany paradoksem (odkrywa, iż nic nie można odkryć) a przeto prawdziwy, kusi spragnione umysły ferią możliwości niczym paw swym ogonem, by przy bliższym kontakcie je schować i pokazać  swe janusowe oblicze już nie takie kolorowe; Potwierdzaja to czeste przypadki umsyłów, które po spożyciu tej mikstury od złej czarownicy, krążą w nieskończonuch pętlach ścigając się między sobą niczym mrówki na wstędze Moebiusa. Być może pozostali też błądzą, ale na powierzchni kuli, o ile tutaj wiecej możliwości? Wracając zatem żywcem z dalekiej dygresji, z Midasowego pałacu, gdzie włada Król S., nieuzasadnione me mniemanie może mieć następujące przyczyny:

- wpływ silnej tradycji mesjanistycznej w Polsce,

- wynik urazów głowy w dzieciństwie i wczesnej młodości,

- przedawkowanie substancji psychoaktywnych,

- niuświadomiony kontakt z cywilizacją pozaziemską,

- przewlekła choroba, tudzież jej skutki.

Osobiście przychylam się do ostatniego wariantu, gdyż przy założeniu balansu pomiędzy ciałem a duchem, nadmiar jednego powoduje niedomiar drugiego i odwrotnie, bynjamniej nie patrząc na to z prostackiej pespektywy li tylko masy. Wszechobecna równowaga broni się sama, nawet bez wsparcia autorytów, gdyż gołym okiem widać, jak niezastąpione i powszechne jest stosowanie samoregulujących się procedur czy mechanimów w otaczającym nas świecie. Śmiałbym nawet wysunąć stwierdzenie, iż olbrzymia część zarówno tej oficjalnej jak i potocznej wiedzy wypływa z eksploracji tcyh fluktuacji, a im większy śmiałek tym we większą amplitudę celuje. Dawałobyto niejako scholastyczny podział ludzi nauki na:

- terminatorów (uczniowie, studenci poznający fach oraz narzędzia)
- rzemieślników (większość naukowców, specyjalistów w swej dziedzinie, obserwujących naturę i wyciągających najprostsze wnioski)
- mistrzów (ułamek naukowców, interdyscyplinarne relikty renesansu, uwielbiające karkołomne podróże po anomaliach i ww. fluktuacjach) 
- artystów (przymierzających świat do swych koncepcji)

Czy w tym świetle warto się dalej zastanawiać nad sobą? Chyba nie.

skomentuj (3)

Księga Gości