"Ktoś kto zrozumie wszystko doświadczy nieśmiertelności"
Załóżmy, iż patrzymy na pojawiające się na ekranie przez ok. 2 s. liczby z zamiarem zapamietania ich polożenia oraz uporządkowania od najmniejszej do największej (gra ze smartfona). Przy 3 cyfrach czas dłuży się nie miłosiernie, natomiast im więcej ich na ekranie, tym te same dwie sekundy wydają się krótsze i krótsze. Abstrahując już od wyniku zabawy, wygląda na to, iż immanentne poczucie czasu odmierzanego w jakichś jednostkach współczesnej fizyki nie istnieje - przynajmniej u mnie - gdyż gdyby było, to owo złudzenie nie miałoby racji bytu. Najwyraźniej umysł podczas pracy - podobnież do procesora komputerowego, ale nie tak samo - odcina się od danych płynących z czujników zwenętrznych by wykonać zaplanowane zadanie. Jeżeli nie ukończy obliczeń przed wzmiankowanymi 2 sekundami, operacja zostaje przerwana, a owo subiektywne wrażenie równa się procentowi wykonanego zadania.
Dla przykładu program na podstawie danych z czujników nakazuje procesorowi wykonać 100 000 powtórzeń w jakiejś pętli, a on w zadanym odcinku 2 s. robi ich 50 000. W tym momencie następuje 'break', i 2 sekundy kurczą się do 1. Jeśli operacji do wykonania byłoby 1 000 000, 2 sekundy trwałyby 1/10 sekundy, czyli dostajemy jakby odczyt wewnętrznego zegara, pokazującego ilość wykonanej pracy (aby w przyszłości lepiej planować), a ludzki czas może być mierzony jedynie na podsawie odczytów z czujników zewnętrznych, na które przychodzi pora dopiero po wykonaniu zadania.
Podsumowując, im więcej procesor ma do przeliczania, tym ten sam odcinek tak zwanego ludzkiego czasu wydaje mu się krótszy: W dzieciństwie procesor działa niesłychanie szybko, stąd poczucie rozwlekłości i dłużenia się czasu, - jak byłem mały każdy rok wydawał mi się wiecznością a perspektywa dekady była czymś wręcz niewyobrażalnym, -wiem też, że na starość niektórym ludziom wydaje się, iż pędzi on w zawrotnym tempie, co tak naprawdę wynika tylko z wolniejszej pracy porcesora przy dużej ilości zaplanowanych zadań. Ekstrapolując to na życie ludzkie, im więcej zadań wymagających czasu procesora, które nie mogą zostać wykonane w zaplanowanym czasie, co dzieje się regularnie przy tak zwanym 'napietym grafiku", tym szybciej ono mija, a im mniej tym bardziej się dłuży. Zgadza się to z moją koncepcją czasu jako ilosci zmian, a także wschodnikmi opisami 'bezczasowej' nirwany, kiedy to procesor po prostu nie pracuje. Kwestią niezbadaną zostaje, jaki ma wpływ jego działanie lub niedziałanie na resztę organizmu, czy jego prędkość zależy tylko od ilości dostarczanej energii oraz gdzie siedzi duch, bo napewno nie w maszynie.
'margin call' na przystawkę, w międzyczasie butelka lub dwie 'curreny wars', ale najlepsze na deser 'puss in boots' - ach cóż za rozkosz dla oka i umysłu, powiew geniuszu w czasach płytkiej tandety, chyba wyhaftuję sobie złotą gęś na mej czarnej czapce.
skomentuj (0)
Geniusz zła, profesor M. pokonany, przez geniusza dobra z ulicy B., na marginesie chciabym zauważyć, iż kino w którym byłem wybudowano nad sadzawką lub jeziorkiem, kto wie jaką tajemnicę ono kryje, na pewno gdy Pan przyjeżdza na prowincję i rzuca dziesięć goldziaków, to nie brakuje chętnych by wyczyścić mu buty, a Oni tylko dostrczają pastę, szczotki i taborety.
p.s.
Ponieważ dziś grała orkierstra, to w ramch świątecznej pomocy, powiem, iż było to z cyklu "Pokręcone recenzje filmowe" - jakakolwiek zbieżność z czymkolwiek zupełnie przypadkowa.
skomentuj (0)
"Wielu jest powołanych, niewielu wybranych" głosi ponoć pismo i aby nie wnikać w słuszność lub prawdziwość tej sentencji oraz nie dociekać natury pisma - bynajmniej nie z powodu iżby miało to być nieinteresujace - proponuję zastanowić się nad oddźwiękiem, nad refkejsją, która przychodzi na myśl, gdy się ją przeczyta, poczuje lub zapozna w jakikolwiek inny sposób. Mnie na przykład od zawsze wydawało się, że należę do tych drugich, że jestem wybrańcem, z czasem zaczął jednak doskwierać brak dziedziny w której móglbym to jakoś namacalnie potwierdzić, co zrodziło sceptycyzm. Uniknąwszy zachłyśniecia się nim, a wiedzieć należy, iż nie bez przyczyny, uważany jest za niezwykle niebezpieczny, gdyż napętnowany paradoksem (odkrywa, iż nic nie można odkryć) a przeto prawdziwy, kusi spragnione umysły ferią możliwości niczym paw swym ogonem, by przy bliższym kontakcie je schować i pokazać swe janusowe oblicze już nie takie kolorowe; Potwierdzaja to czeste przypadki umsyłów, które po spożyciu tej mikstury od złej czarownicy, krążą w nieskończonuch pętlach ścigając się między sobą niczym mrówki na wstędze Moebiusa. Być może pozostali też błądzą, ale na powierzchni kuli, o ile tutaj wiecej możliwości? Wracając zatem żywcem z dalekiej dygresji, z Midasowego pałacu, gdzie włada Król S., nieuzasadnione me mniemanie może mieć następujące przyczyny:
- wpływ silnej tradycji mesjanistycznej w Polsce,
- wynik urazów głowy w dzieciństwie i wczesnej młodości,
- przedawkowanie substancji psychoaktywnych,
- niuświadomiony kontakt z cywilizacją pozaziemską,
- przewlekła choroba, tudzież jej skutki.
Osobiście przychylam się do ostatniego wariantu, gdyż przy założeniu balansu pomiędzy ciałem a duchem, nadmiar jednego powoduje niedomiar drugiego i odwrotnie, bynjamniej nie patrząc na to z prostackiej pespektywy li tylko masy. Wszechobecna równowaga broni się sama, nawet bez wsparcia autorytów, gdyż gołym okiem widać, jak niezastąpione i powszechne jest stosowanie samoregulujących się procedur czy mechanimów w otaczającym nas świecie. Śmiałbym nawet wysunąć stwierdzenie, iż olbrzymia część zarówno tej oficjalnej jak i potocznej wiedzy wypływa z eksploracji tcyh fluktuacji, a im większy śmiałek tym we większą amplitudę celuje. Dawałobyto niejako scholastyczny podział ludzi nauki na:
- terminatorów (uczniowie, studenci poznający fach oraz narzędzia)
- rzemieślników (większość naukowców, specyjalistów w swej dziedzinie, obserwujących naturę i wyciągających najprostsze wnioski)
- mistrzów (ułamek naukowców, interdyscyplinarne relikty renesansu, uwielbiające karkołomne podróże po anomaliach i ww. fluktuacjach)
- artystów (przymierzających świat do swych koncepcji)
Czy w tym świetle warto się dalej zastanawiać nad sobą? Chyba nie.
skomentuj (3)
Gdybym chciał dzisiaj wziąć kredyt na 2 000 000 spłacany przez 20 lat w złotówkach, to rata wynisłaby ponad 14 tys miesięcznie wedle aktualnych ofert banków. Po 20 latach i wpłaceniu 3 360 000, byłbym posiadaczem 20 letniej nieruchomości, której wartość wzrosłaby o wartość inflacji (obecnie ok. 4,8%), ale zmniejszyła w związku z użytkowaniem. Powiedzmy zatem, że nieruchomość byłaby warta 4 000 000 czyli 100% wiecej. Gdybym natomiast oszczędzał 11 000 mięsiecznie, a 3000 płacił za wynajmowane mieszkanie, to wedle podobnych kryteriów, po 20 latach miałbym 4 800 000, czyli 800 000 więcej niż inwestycja w nieruchomość. Równowaga pojawia się przy kwotach 9 000 i 5000. Pozostaje zatem rozważenie pytania, czy za 3000 lub 5000 miesięcznie mogę mieszkać tak wygodnie jak w mieszkaniu/domu za 2 000 000? Zakładając iż dobra lokalizacja oraz centrum miasta ma znaczenie, to śmiem twierdzić, iż lepiej płacić wynajmującemu niż krwiopijcom z banków, gdyż koszt wynajmu jest niższy, niż koszt kredytu. Oczywiście miliony zadlużonych na pewno się ze mną nie zgodzi, bo lepiej 'płacić za własne, niż komuś', ale matematyka - choć wciąż niedoskonała - rozwiewa wątpliwości. Jest tu jeszcze parę niuansów, aczkolwiek większość na korzyść mego punktu widzenia, a wisienką na torcie są płatne reklamy banków zachęcające do inwestowania w nieruchomości - zwłaszcza w czasach kryzysu. Być może za gotówkę i w nienadmuchany spekulacjami rynek tak, ale na kredyt w niepewnych czasach? Na marginesie, to konsumpcyjny styl życia w połączeniu ze wzrastającym jego standardem, zamienia intelekt z drapieżnej instytucji szukającej najlepszych rozwiązań w miękkie ciasto uwielbiające gotowe formy. A zatem nieutrudzonym zagniataczom ludzkiej masy, - rządom i korporacjom - oraz ich kompanom z branży chemicznej - wszak nic naprawdę dobrego bez nich powstać nie może -, starty blaszak życzy udanych świątecznych wypieków.
skomentuj (4)
Z cyklu:
Przygnieciony bełkotem własnym, kona, a z ust sączy mu się:
Nie nadmiar bełkotu,
Lecz ognie palące,
Dodają polotu,
Istocie myślącej.
A zatem:
Czy człowiek może zrozumieć świat nie rozumiejąc siebie? Wygląda na to, iż paraliżująca poznanie możliwość redukcji lub rozwinięcia myśli do absurdu jest podobna do pętli bez skończonej ilości iteracji. Skąd to się wzięło w ludzkiej głowie? Czy to wynik obserwcji, czy reakcja układu zamkniętego na 'złe dane' - taki zawór bezpieczeństwa. 'Nieskończoność'! Piekne słowo, inspiruje i pochłania daje możliwości by od razu je zabrać, niby jest, choć niedostępna - przynajmniej dla człowieka kierującego się tak zwanym rozumem -, nazwanie ją paradoksalną mogłoby ją urazić, wszak ona jest osią i istotą więszkości paradoksów.
A ciśnieniomierz na to: Wyluzuj.
I gdzie tu logika?
Dobranoc.
skomentuj (1)
Obserwując rozwój - lub niedorozwój - internetu na przestrzeni 20 lat, a zwłaszcza ostatnio kiedy zagościł on pod strzechy, najbardziej przykre wrażenie wywołue ciemna, pieniąca się, kleista masa, która powoli zaczyna więzić pomykajce wcześniej rześko zera i jedynki. Tak się złożyło, że wcześniej nie byłem zinteresowany obcym bełkotem gdyż nie znałem języka lub jak powiedziałby ktoś uczony: W wyniku racjonalizacji ugruntowała się we nim niewzruszona pewność, iż poziom zagranicznych internautów nie odbiega zbytnio od rodzimych komentatorów. Po wielokroć próbowały nią zachwiać pogłoski, jakoby to wszędzie indziej ów publiczny dyskurs był na przyzwoitym poziomie, a tylko u nas w Polsce odgłosy rodem z zoo. Lata minęły, zestarzałem się na tyle by zacząć myśleć o ekonomii, co wepchnęło mnie na zagraniczne strony, a tam w idealnej wręcz zgodności z mymi przewidywaniami, niczym nie różniące się od naszych rzeki pomyj płyną sobie spokojnie spod strzech do płytkiego acz rozlanego szambomorza, gdzie na wypchanych prasowym sianem materacach relaksują się gwiazdy, a wokół pełno rekinów i młotów. Heh, być może we wszechświecie prawa fizyki nie są uniwersalne, ale jeśli są gdzieś przedstawiciele 'sapiens', to napewno się nie różnią zbytnio od nas.
skomentuj (1)